„Jesteśmy tutaj zupełnie sami” — śpiewała wokalistka grupy Eqlibium, ostatniego podmiotu wykonawczego występującego podczas Festynu Rodzinnego z okazji Dnia Matki i Dnia Dziecka, zorganizowanego przez Młodzieżowy Dom Kultury 30 maja 2015 roku. W istocie, kiedy padły te słowa, prawie nikogo już nie było w zaimprowizowanej sali koncertowej. Szkoda. Szkoda, że nie było chociaż jednego profesjonalnego krytyka — niecodzienność kompozycji, aranżacji oraz wykonania utworów przez ten nowatorski band doprowadziłaby do ekstazy każdego miłośnika muzyki alternatywnej, a członków każdego zespołu, uważającego się za eksperymentujący lub eksperymentalny — do rozbicia emocjonalnego. (Swans nurkujący w błocie z rozpaczy, Świetliki gasnące z zazdrości…) A nie była to jedyna tak osobliwa prezentacja tego popołudnia. Jakie to szczęście, że wszystkie popisy tej sztuki offowej zostały zarejestrowane przez działającą od niedawna Telewizję MDK.
Występy przygotowane przez uczestników zajęć zyskały status undergroundowych dosłownie — około 15.00, po krótkiej deliberacji zostały przeniesione błyskawicznie do sali gimnastycznej, znajdującej się poniżej parteru. Na decyzję o zejściu do podziemia miały wpływ przelotne opady oraz gwałtowny spadek temperatury. Przyczyniły się one do powstania atmosfery elitarności (dzięki ograniczeniu liczby przybyłych). Nielegalna działalność powiek górnych (opadających mimowolnie) została wykryta i zakończona.
Industrialne dekoracje stworzone przez futurystyczne bryły ścianki wspinaczkowej oraz nietypowa akustyka wnętrza stały się niespodziewanie doskonałą oprawą dla niektórych prezentacji. Jedną z najbardziej ekstrawaganckich był pokaz strojów scenicznych, przygotowanych przez panią Barbarę Koczur i jej podopiecznych. Sensacyjny okazał sie kostium dla aktorki grającej Anielę Dulską — miało się ochotę wejść na wielki tren-jęzor przeczepiony do pleców modelki i pozwolić się wieźć choć kilka metrów po odnowionym parkiecie. Przystojny król Edyp przyciągał wzrok elegancją kolorów ziemi, a dziwnotwór z „Pawia królowej” rzekomej pisarki Masłowskiej — drapieżnością formy.
Przekornie niedrapieżny był natomiast Tercet Niezwykle Niepokorny, przygotowany przez panią Barbarę Banasik, który przedstawił nigdy niestarzejący się repertuar w solidnym, profesjonalnym opracowaniu. Zawodowstwo łatwo uchwytne było w wykonaniach Młodzieżowego Big Bandu, prowadzonego przez pana Marka Malisza. Zespół zasłużenie zdobył największe brawa, dowodząc, że mistrzostwo w interpretacji czy kontynuacji tradycyjnych form zawsze wygra z mierną niby-awangardą.
Śmiałe rozwiązanie muzyczne zaproponowali wychowankowie pani Ewy Gajdy-Migacz, którzy oprócz keyboardów i skrzypiec wykorzystali do gry rurki ze specjalnego tworzywa oraz oparcia krzeseł. Cannelloni wypełniony pustką — przynajmniej się nie utyje.
Najwdzięczniejsze i bezpretensjonalne — jak zawsze — były występy najmłodszych. Przedstawiciele Akademii Przedszkolaka, prowadzonej przez panią Elżbietę Brusik i panią Katarzynę Górecką tym razem nie zachwycili układem choreograficznym, lecz nieco nierówno, ale ze wzruszeniem zaśpiewaną piosenką, poświęconą matkom.
Nieco starsi od nich wychowankowie MDK — uczący się gry na gitarze po kierunkiem pana Artura Majewskiego, członkowie Małego Digerido, prowadzonego przez panią Karolinę Narazińską oraz Mały Minstrel pana Zygmunta Kobiałki — doskonale wykorzystali dany im czas, nie zanudzając widzów i słuchaczy skomplikowanymi, wymyślnymi programami, lecz pozwalając wysączyć esencję swojej całorocznej pracy.
Z powodów problemów technicznych występującej gościnnie Karoliny Tomczyk odbiorcy mieli dłuższą przerwę, którą poświęcili na opuszczenie sali. Przed budynkiem czekał na nich grill z produktem o pewnej zawartości mięsa, którego nazwy lepiej nie wymieniać (zbyt mainstreamowy jak na takie wydarzenie). Pan Majewski z poświęceniem parzył swoje delikatne dłonie muzyka, przewracając osmalone wałki tłuszczu, a pomagała mu dzielnie pani Brusik, która bez słowa skargi wdychała toksyczne wyziewy. Wszystko dla Julii Folgi, której dedykowane było całe przedsięwzięcie.
Prawdziwie zaskakującym daniem, komponującym się ze zmiennością zjawisk atmosferycznych tego dnia byłoby połączenie potrawy z grilla z watą cukrową. Nikt się nie odważył, jednak mimo braku czynności magicznych wilgoć i ciemność wreszcie poszły precz.
Link do wydarzenia:https://www.
Maruta Wirutek














































