JASNOŚC KSIĘŻYCA W KOLORZE CZERWONYM

Są lata dwudzieste XXI w., niedługo się pojawią na kalendarzu lata trzydzieste, tymczasem wciąż panuje fascynacja epoką sprzed stu lata. Epoką między dwiema wojnami światowymi, epoką kryzysów ekonomicznych, napięć, przemocy, umacniania się dwóch najgorszych w dziejach świata systemów – faszyzmu i komunizmu. Dlaczego?Być może powodem jest rewolucja obyczajowa, która zmieniła nasz świat. Wówczas kobiety rozpoczęły zwycięski marsz do wolności od konwenansów, dominacji męskiej, równości płci – z przewagą tej piękniejszej.
Walka ta toczyła się na wszystkich frontach mody i piosenki – w Warszawie, Berlinie, Rzymie, nawet w Moskwie, lecz najgłośniej w Paryżu.
Zatem spotykamy się w MDK im. Jaworzniaków na Wieczorze w Paryżu (24 stycznia 26), by posłuchać opowieści Nini Legs-in-the-Air (Magdalena Smuk), dawnej gwiazdy Moulin Rouge o jej karierze – piosenkarki, fordanserki, panienki do wynajęcia, często poniżanej, nawet bitej, lecz ciągle spragnionej sławy i miłości. Bo miłość to najpiękniejszy ból, jakiego możemy doświadczyć. Czyż nie?
Diva opowiada o swojej doli – niedoli, a duet baletowy towarzyszy kwartetowi pieśniarzy, któremu wtóruje kwintet muzyków w entourage’u paryskiej kawiarenki. Przez przytłumione światło abażurów przebija się kolor czerwony. To nie kolor podejrzanych spelunek nieprzyzwoitej proweniencji – wyjaśnia Nini – lecz światła ostrzegawcze, które mają przestrzec niewinne panienki. Zwykle bezskutecznie.
Rozbrzmiewają kuplety musicalowe Le Temps des Cathédrales, Upiór w operze, Wyśniłam sen – przypominamy sobie, bo przecież tych melodii nie sposób zapomnieć, barwę francuskich melodii, które trafiają celnie w muzykalne ucho.
– A ja – kontynuuje opowieść Nini – poznałam Rosę. To ona pomogła mi dostać pracę w Moulin Rouge. Rosa zawsze opiekowała się tymi wszystkimi biednymi dziewczętami, które były takie zagubione i przytłoczone tym wielkim miastem. Tylko potem dziwnym trafem wszystkie tańczyły w Czerwonym Młynie.
Zanurzamy się w sentymentalno-erotycznych klimatach przebojów Les Champs-Élysées. Je t’aime , Paroles, paroles – filmowej Emmanuelle, która podbiła budzące się dopiero w Europie kino w bardziej odważnymi scenami miłosnymi.
Nini komentuje – No dobrze, może nie była to epoka aż tak krystaliczna, ale kto z nas jest. W końcu zawsze udajemy kogoś, kim chcielibyśmy być.
Płyną kolejne pieśni z repertuaru Edith Piaf – Milord, Non, je ne regrette rien, Padam, padam i ulegamy dramaturgii, głębokiej namiętności przeżyć, która tylko w paryskiej piosence tak mocno rozbrzmiewa.
Śpiewacy wykonują jedną zwrotkę po francusku, kolejna po polsku, więc rozumieją słowa wszyscy, choć nie jest to niezbędny zabieg – muzyka tak głęboko wnika w serce, że jest zrozumiała bez względu na słowa.
Są też pieśni rewolucyjne – wykonywane z kotylionami na sercu, z których powiewają trójkolorowe wstążki. Historia przecież dotkliwie doświadczyła naród francuski – czas terroru, gilotyny zamknął epokę wyzysku feudalnego i ciągle rozlega się jako nawoływania ludów uciemiężonych do walki o wolność.
Lecz dla Nini Legs-in-the-Air (Nini Nogi w Powietrzu) – chodzi oczywiście o akrobację – wyjaśnia tym mniej domyślnym – najważniejsza jest miłość, nawet ta, przez którą się cierpi, która zostawia na ciele sine pamiątki.
Ale cóż, tacy są mężczyźni. Zawsze chcą sobie owinąć kobietę wokół palca, żeby się nią zabawić. Ale ten tutaj to chyba nie wiedział, na jaką twardą sztukę trafił – przechwala się.
I prosi o wino – z widowni podrywa się grzeczny pan i nalewa odrobinkę do kieliszka – dlaczego tak oszczędnie? – upomina, więc polewa hojniej.
Nini postanawia poznać przybyłych – schodzi po schodach: schody, schody, jak w Casino de Paris i zapoznaje się z widzami. Podaje rękę, pyta o imię – przecież w dobrej kawiarence goście są niemal domownikami.
Wreszcie sedno paryskiej bohemy lat przełomu wieków XIX i XX – najbardziej wyzywający, najbardziej szokujący taniec Kankan z operetki Offenbacha Orfeusz w piekle.
Chcemy się z wami pożegnać, jak na Moulin Rouge przystało. A, i gdyby ktoś pytał, to Marie-France i Marie-Sophie (śpiewaczki) są nadal wolne, więc panowie do roboty. Nie będą wiecznie czekały.
Spektakl doprawdy kompletny. Wszystkie elementy dopasowane perfekcyjnie, muzyka, taniec, scenografia, dźwięk i światło. Clair de lune (słynnej Suite bergamasque Claude Debussy’ego) – jasne jak księżyc? Szkoda, że tak rzadko słychać w Polsce muzykę francuską. 

Post Author: MDK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.