PSYCHODELICZNE EMOCJE – DYEMOTION

W XX w. krystalizują się nowe, modernistyczne formy i gatunki tańca – taniec wyzwolony, taniec ekspresyjny, taniec futurystyczny i inne. Taniec wyznacza nowe cele: ekspresję dramatyczną emocji oraz włączenie do dialogu kontekstu społecznego. Na wzór wszystkich innych sztuk jest odtąd postrzegany jako próba odpowiedzi na pytania stawiane przez epokę.
Taniec modern, mówiąc ściśle, powstał i rozwinął się z krytycznego punktu widzenia, odrzucając obojętność tańca klasycznego na głębokie emocje i historię, odrzucając jego kod ruchowy, który czynił z niego martwy język. Począwszy od tej krytyki, taniec wyznaczył sobie za zadanie żyć intensywnie tym, co jest najbardziej znaczące w lękach i obietnicach współczesnego świata, oraz szukać nowych znaków zdolnych je wyrazić. (Joanna Szymajda Złoty wiek ruchu)

   Dziewczęta z Teatru Tańca Dyemotion niekoniecznie znają te uczone definicje, lecz bez wątpienia potrafią wprowadzić je w życie – na scenie. To niewątpliwie zasługa Profesora Mariana Folgi, którego są pilnymi uczennicami.
   Oto po dwóch ciężkich latach prób i błędów, pomysłów na przedstawienie nie do końca skrystalizowanego konceptu na taneczny spektakl dynamicznie ukazujący problemy z pogranicza psychologii koszmaru sennego, parasomnii, napięć i prób zmagania się z nimi wyszły na scenę i pokazały, co potrafią.
– Generalnie na samym początku spektakl miał być spektakl o problemach psychicznych, ale w końcu wyszło inaczej – to, co już miałyśmy, przetworzyłyśmy na problemy ze snem – opowiada Maja Stasiowska.
– Cały spektakl ogólnie odnosi się do tematyki snów i koszmarów – konkretyzuje Natalia Młynarz. Jest to w znacznej części spektakl, który opiera się głównie na nierealistycznej formie rzeczywistości. Sny odgrywają w nim główną rolę, to definiuje życie i przekaz głównej postaci, którą w tym wypadku jest lekarz.
– Lekarz, który sam ma problemy zdrowotne – precyzuje Lidia Malinowska – bo problemy ze snem, a to przecież są problemy natury zdrowotnej.
– Ja też mam bardzo duże problemy ze snem – przyznaje Maja – nie są, całe szczęście, aż tak poważne jak u naszej głównej postaci, ale stąd płynne przejście z pierwotnego pomysłu zdrowia psychicznego, bo myślałyśmy właśnie o takich problemach jak bezsenność, jak depresja, która jest w obecnych czasach coraz powszechniejszą dolegliwością, do parasomnii.
– I ten lekarz ma pacjentów, którzy jakby prześladują go w snach pod inną postacią, jako koszmary. Później zaczyna mu się mieszać ten sen z realnym światem. Te postacie pojawiają się i tu, i tam – dodaje Lidia. Ale dość o tym. Widzowie sami się domyślą, albo sobie wyobrażą, jeśli nasz taniec ich poruszy.
– To przecież nie ma być wykład z psychologii, lecz atakowanie publiczności emocjami tańca, muzyki i światła – Maja.Tańczymy nasze układy. To najważniejsze. Ważne są też światła- na przykład kolor niebieski symbolizuje sen, czerwony – koszmar. No i jest taki neutralny, żółto-biały, to jest… Właśnie real. Rzeczywistość.
– I muzyka – kontynuuje Maja – jest bardzo zróżnicowana. Dynamiczna, niepokojąca, spokojna czasami. W zależności jaki jest sen. Dwa lata, może nawet trochę więcej nam to zajęło, głównie z tego powodu takich problemów jak brak dopasowania już gotowej muzyki. Stworzenie jej długo trwało. Marian zaczął, ale w pewnym momencie poprosiłam swojego chłopaka, żeby dograł nam moment, który po prostu jeszcze go nie było, a był nam potrzebny. Tak samo Lidia poprosiła swojego chłopaka, żeby też dograł… Jak nie mogliśmy znaleźć odpowiedniej muzyki, to prosiłyśmy kogoś, żeby to skomponował.
– W dodatku dwie osoby w ostatniej chwili odeszły. I trzeba było szybko znaleźć zastępstwo – westchnęła Natalia – jeszcze stroje. Lidka Malinowska głównie o nie zadbała, pomógł też Marian Folga i Beata Krzystanek. Maja Stasiowska też wykonała maski.
– Jest scena z hula-hopami – przypomina Lidka – to wymyślałyśmy u Natalki w domu na przykład. No generalnie… Na podwórku.
     Był też taniec z ogromnym, metalowym kołem, które ujarzmiała płynnie tancerka, bowiem taniec współczesny jest mieszaniną wielu tańców. W choreografii jest także miejsce na elementy akrobatyki. Widownia miała więc okazję podziwiać etiudy polegające na konfrontowaniu ciała tancerza z determinującymi jego ruch obręczami, precyzyjne skoki i podskoki, a wszystko to w rytmie dynamicznej, monumentalnej i pełnej grozy i napięcia muzyki.
    Publiczność poddała się bez reszty płynącym ze sceny emocjom, jakie przekazywały tancerki. Wyrywały się nie tylko westchnienia, ale nawet ściszone okrzyki grozy, gdy na scenie pojawiały się potworne postacie w maskach, obrazujących napięcia i stresy miotającej się w falach koszmarnych snów lekarki.
    Warto zobaczyć spektakl jeszcze raz, może nawet dwa, by przeniknąć i spróbować zrozumieć wszystkie konteksty, podteksty, które starały się przekazać tancerki. Nie jest to łatwe, lecz przeżywane wspólnie emocje są tego warte.
   Nic więc dziwnego, że spektakl nie tylko został nagrodzony rzęsistymi owacjami, kwiatami, lecz również uściskami od przyjaciół i zachwyconych widzów, którzy opanowali scenę i długo gratulowali artystkom.

Post Author: MDK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.