ZUPA Z GWOŹDZIA PO FRANCUSKU

Sam tytuł już zwodzi, obiecuje, nie wiadomo co. Jeszcze po wczorajszym spektaklu – Będzie pani zadowolona… skłania do bezwarunkowego zakupienia bileciku: będzie śmiesznie i pikantnie. Albo odwrotnie.
Tymczasem jak w bajce Aleksandra hr. Fredry:
(Cygan) I gwóźdź długi w rękę bierze.
Z gwoździa zgotować wieczerzę!
To potrawa całkiem nową!
Baba trochę wstrząsła głową,
Ale baba jest ciekawa…
Autor: David T. Beaker wyciągnął gwóźdź, a baba (aktorzy) dosypali przypraw swojego talentu, znakomitych umiejętności aktorskich; (scenograf) okrasił scenę wspaniałą dekoracją, pomysłową, elegancką i rozświetloną; (kostiumolożka) zadbała o estetykę artystów i powstała zupa, która widownia przyjęła ze śmiechem zadowolenia.
Choć sens był, delikatnie pisząc, nieco trudny do uchwycenia. Nawet oświetleniowiec na podstępne pytanie: w czym jest ten spektakl? O co w nim chodzi? – po głębokim namyśle pordził przeczytać opis na portalu kupbilecik
Reżyser osadził miejsce akcji w w ekskluzywnym apartamencie w jednym z dużych polskich miast.
Nie jest to apartament Marka i Anety. Wchodzą w posiadanie kluczy w tajemniczy sposób, by zrobić interes życia: sprzedać torf francuskiemu kupcowi.
W apartamencie urzęduje Nadia. Początkowo zwyczajna sprzątaczka, która – o dziwo – w ekskluzywnym apartamencie ma swoja pakamerę ze środkami czystości. Niedoświadczona para biznesmenów torfowych gubi się moe tylko w meandrach handlu, lecz nawet w ogarnięciu lokalu – nie wiedzą gdzie co jest, gdzie kuchnia, gdzie WC. Nadia przeistacza się więc w maître’a d’hôtel – perfekcyjnego szefa hotelu/apartamentu, który potrafi wszystko: powitać gości, podać drinki, stworzyć wykwintne dania z przyniesionych w słoikach ogórków kiszonych i mniej określonych przetworów, a przede wszystkim bezceremonialni łupić nuworyszów z pieniędzy, które mają dopiero zarobić. W tej roli fenomenalny Waldemar Obłoza, którego męskich cech nie zdradzają nawet całkiem zgrabne nogi. Zdecydowanie dominuje kunsztem aktorskim, nic dziwnego, jeśli ktoś urodził się w Gołychłąkach (!) vis comica uzyskał z natury. Dopiero po dłuższej chwili widownia uświadamia, że ta rezolutna starsza pani, to w rzeczywistości pan znany z Miodowych lat i ze Wspólnej.
Przybywają oczekiwani goście – N i Sandra O. Domniemani Francuzi – N znakomicie mówi po francusku siałababamak, więc wierzą w jego cudzoziemskość bez wahania, w imię „myśli” nadrzędnej spektaklu: Do czego jesteśmy zdolni, by osiągnąć wyznaczony cel?
Po całym mnóstwie słów, które mało znaczą, lecz wprawiają w dobry humor publiczność okazuje się, że Francuzi, to wcale nie Francuzi, ale postanowili zrobić „francuski numerek” nierozgarniętym biznesmenom, żeby się przekonać, kto w czasie ich nieobecności wypija ich trunki z górnej półki, albo z głębokiej piwnicy, w której francuskie wina dojrzewają.
Jednak Fredro mia rację – z gwoździa da się uwarzyć zupę. Widownia wychodziła rozchichotana, ubawiona po pachy – i o to chodziło!
Widownia na dwóch seansach wypełniała nie tylko fotele,łącznie z balkonem – ale także dostawki.
Grunt to rozrywka!
Obsada: Nadia: Waldemar Obłoza
Marek M: Robert Koszucki
Aneta M: Adriana Kalska
N: Rafał Cieszyński
Sandra O: Laura Breszka
Kuzynka Lucy: Aldona Orman
Reż: Jakub Przebindowski Autor: David T. Beaker Kostiumy: Józefina Loy Scenografia: Witek Stefaniak Asystent reżysera: Filip Bielowski

Post Author: MDK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.