Panoramiczne okno z widokiem na drapacze chmur, wielki narożnik w kolorze starego złota i przeszklony zasobny, znakomicie wyposażony (choć kieliszków jakby nieco zbyt mało) to główne elementy scenografii Zuzanny Markiewicz, w jakiej poruszała się szóstka bohaterów komedii niezbyt wyrafinowanych pomyłek.
Okno było tylko tłem – najważniejszym rekwizytem był barek, bo aktorów suszyło nad miarę i degustowali na potęgę. Na szczęście bełkotliwych czy chybotliwych efektów reżyser Wojciech Błach nie wprowadził, by zachwycona i rozchichotana widowni nie straciła wątku piramidalnie skomplikowanej intrygi, którą przygotowali panowie biznesmeni z branży transportowo mieszkaniowej.
Dwóch Polaków – Stanisław Lewandowski i Kazimierz Zimoń postanawia zakończyć trudną działalność logistyczną i sprzedać wszystkie ciężarówki, by udać się na zasłużoną, aczkolwiek przedwczesną (bo obaj są okazami zdrowia i chęci do beztroskiego życia) emeryturę. Znaleźli chętnych na zakup, Niemców, więc „Polak potrafi” i Szwaba oszwabi. W tym celu wynajmują luksusowy apartament i luksusowe panienki, które mają skłonić Niemiaszków do kupna po zawyżonej cenie.
Jednak kupcy pojawiają się zbyt wcześnie i w rolę pan do towarzystwa wcielają się rodzone żony przedsiębiorczych przedsiębiorców. Małżonki nader ochoczo inwestują swój czas i kobiece talenty, oczywiście w dobrej sprawie – muszą pomóc mężom, niezbyt, jak się okazuje, zaradnym, bo same mają w tym interes. Wszak zysk mężów zapewni im jeszcze dostatniejsze życie. Niemcy w trakcie igraszek ujawniają swój podstępny plan – chcę upić transportowców, by zaniżyć cenę.
Uprzedzeni mężowie wzbraniają się zatem przed kolejnymi drinkami i oto wpadają we własne sidła – tym bardziej, że pojawiają się wreszcie prawdziwe panie do towarzystwa. Płacą, ile Staś z Kaziem zażądali i gdy podskakują z radości i gratulują swym żonom wspaniałych emocji w zakupionych w Hiszpanii domach – Niemcy zaczynają się radować – okazało się, że wcisnęli Polaczkom swoje, zapewne niezbyt funkcjonalne domostwa.
Następuje ogólna radość – cieszą się Polacy, cieszą się Niemcy – wszak wcale n nie chodziło o zysk, lecz przechytrzenie przeciwników. Wszystkim się udało. Najbardziej publiczności, która nagradzała raz za razem głębokie i niezwykle zabawne kwestie aktorów, które w momencie opuszczenia ucha, wypadały w nicość. Ucha! Cha cha.
Aktorzy: 

