Pani instruktor koła malarstwa sztalugowego wydała polecenie innemu instruktorowi zatrudnionemu w MDK, by nazbierał sporą garść traw jesiennych, okazałych i atrakcyjnych malarsko. Ów potraktował polecenie z powagą, choć niezbyt się do zadania przyłożył, choć przyniósł spory snopek, to zaledwie dwóch traw rosnących na podmokłych terenach. Tam wyrosły dorodnie i szczodrze, więc koszenie było proste. Zebrał trzcinnik krótkowłosy (Calamagrostis brachytricha), trawę ozdobną z rodziny wiechlinowatych (Poaceae), pochodzącą z Dalekiego Wschodu o cienkim źdźble zakończonym puszystym, jasnozłotym kwiatostanem i trzcinę pospolitą, choć nazywa się jeszcze bardziej egzotycznie Phragmites australis. Jest to najwyższa roślina zielna rosnąca w Polsce na terenach podmokłych, bagnach oraz nad brzegami wód. Wciąż z zielonymi liśćmi i bujną kępą wiechcia, który wpada w lekki fiolet. Dodał jeszcze gałązkę żółtopomarańczowego jaworu, żeby rozjaśnić szuwary – i pęk trafił do artystki, która wszystko wykwintnie ułożyła w oliwkowym słoju, uzupełniła jeszcze dominantą kolorystyczną, którą była okazała, jasnopomarańczowa dynia.
Pani instruktor, malarka z wyższym wykształceniem plastycznych doradziła swoim utalentowanym wychowankom, by usiadły twarzą do kompozycji.
– Malowanie martwej natury – wyjaśniła – jest przenoszeniem obrazu, na który patrzycie, na płótno, które macie na sztaludze przed sobą. Trudniej się maluje – dodała stanowczo – gdy przedmiot malowania jest za plecami. Panienki skorzystały ochoczo z rady.
– Dzisiaj malujemy nie tylko przedmioty. Malujemy jesień. Przed wami ustawiona jest kompozycja z dynią, jabłkami, jesiennymi liśćmi, trawami i suchymi kłosami. Spróbujcie zobaczyć w niej coś więcej niż zestaw przedmiotów. Zwróćcie uwagę na kolor, światło, cień, fakturę i przestrzeń.
Gustave Courbet, jeden z najważniejszych malarzy realizmu, mówił: „Malarstwo jest zasadniczo sztuką konkretną i może polegać jedynie na przed-stawianiu rzeczy rzeczywistych i istniejących”. Dlatego najpierw patrzymy bardzo uważnie. Nie malujemy dyni takiej, jaką znamy z wyobraźni. Malujemy tę konkretną dynię, którą widzimy przed sobą.
Dziewczęta zaczęły szkicować kompozycję. Powstałe pierwociny trzeba będzie uzupełniać długo. Pojawił zarys, potem kształt wypełnić kolorem, dopieścić detale. Obrazy powstaną w trakcie kolejnych zajęć.
– Dlaczego dynia? – dopytują panienki.
– To warzywo najbardziej jesienne, z atrakcyjna barwą, z najbardziej optymalnym kształtem koła, sugerującego nieskończoność, lecz także uwodzące wielostronnością kulinarną. Dynia w malarstwie od wieków stanowi jeden z najbardziej wdzięcznych i barwnych motywów, szczególnie w obrębie martwej natury. Jako symbol obfitości, zbiorów, jesieni, a czasem przemijania i marności (w tradycji vanitas), przyciągała uwagę artystów swoją wyrazistą fakturą, monumentalnym kształtem oraz głębokimi odcieniami pomarańczu, zieleni i żółci. W dodatku wspaniale się komponuje na tle dorodnych źdźbeł trawy.
Po takim instruktażu MDK powinno stać się kuźnicą nie tylko talentów – wręcz genialnych artystów. Na razie możemy zobaczyć pierwsze pociągnięcia pędzla. Efekty za tydzień, dwa.
Może w następnym numerze?

