„Prawy do lewego” niemal automatycznie nasuwa skojarzenie z piosenka Kajah. W uwspółcześnionej farsy „Okno na parlament” piosenka nie zabrzmiała nawet jako murmurando. Przypuszczać więc należy, że chodzi o polityczny absurd, trudny do zrozumienia dla wyborców, a wręcz normalny dla polityków. Oboje w mediach obrzucają się najgorszymi opiniami o nieudolności, wręcz zbrodniczym działaniu przeciwnika – widz/obserwator pozwala się wciągną w krąg nienawiści – a oni idą po programie ramię w ramię na piwko.
Pani Minister (więc rząd – prawo?) umawia się w pokoju hotelowym z opozycjonistą (lewo?). Bynajmniej nie mają zamiaru debatować o problemach bytowych swojego kraju czy jego mieszkańców. Politykę pozostawiają w zupełnie innych pomieszczeniach. Chcą się po prostu zabawić. Gdy okazuje się, że w oknie jest trup (na szczęście nie do końca nieżywy) rozpoczyna się absurdalna i niekoniecznie śmieszna (widownia widać była niezbyt pojętna, bo śmiała się bardzo umiarkowanie) kotłowanina z obsługa hotelu, wezwaną na pomoc sekretarką, zazdrosną żoną opozycjonisty, która nasłała detektywa, by udokumentował zdradę. On to właśnie padł nieoczywistym trupem, trafiony przez fatalne okno. Pojawił się nawet mąż.
Absolutnie genialną sceną jest fenomenalnie dopracowany choreograficznie jest taniec sekretarki Ministry, która musi na siebie brać wszelkie konsekwencje za uczynki pracodawczyni, z trupem detektywa.
By zbyt prędko spektakl się nie skończył, ożywiony nieboszczyk tuż przed przerwą znów dostaje w łeb – okno jest najbardziej niezawodnym meblem.
Po przerwie ciąg dalszy perypetii, pomyłek, przebieranek, oszustw. Pani ministra jest tak dumna ze swoich krętactw i bezwzględnego wykorzystywania wszystkich, a szczególnie swojej pracownicy, że z dumą stwierdza – Nadaję się na prezydenta!
Czym się kończy farsa? Niczym. Po prostu reżyser Dariusz Taraszkiewicz uznał, że ludzie to kupią. I kupili na dwa seanse, była przecież znakomita obsada, wspaniali aktorzy, więc to wystarczyło. Choć miejsc wolnych było na widowni sporo.
Może rację ma recenzent Krzysztof Krzak, pisząc słowa, z którymi się w pełni zgadzam: Patrząc na stosunkowo liczne wolne miejsca na widowni drugiego w tym dniu spektaklu, zastanawiałem się, czy aby publiczność nie przesyciła się już wszelkimi komediami i farsami opartymi na podobnym schemacie dramaturgicznym i nie wykupuje już biletów „na pniu”, nawet jeśli w obsadzie pojawiają się twarze znane z seriali telewizyjnych. Może teatromani zatęsknili za poważniejszymi, bardziej refleksyjnymi sztukami? A może mi się tylko tak wydaje?
Mnie się wydaje, że taniej jest zabawić się w dobrym towarzystwie – mózg przy tym nie ucierpi aż tak.
Brawa się jednak należały, więc wybrzmiały. (za)
Obsada:
Ewa Gawryluk, Anna Głogowska, Joanna Moro, Agnieszka Wielgosz, Bartosz Waga, Hacen Sahroui, Sebastian Cybulski, Maurycy Popiel, Mirosław Woźniak, Michał Wierzbowski.

