SKRZYPEK W PODRÓŻY

Koncert skrzypka, kompozytora i charyzmatycznego showmana był wydarzeniem, które trudno zamknąć w prostych ramach gatunkowych. Artysta z niezwykłą swobodą porusza się pomiędzy muzyką instrumentalną, neoklasyką, popem oraz muzyką filmową, jednocześnie wplatając elementy jazzu i klasyki. Ta stylistyczna różnorodność nie tylko nie rozprasza, ale wręcz buduje spójną, sugestywną narrację muzyczną.
Już od pierwszych dźwięków uwagę przykuwa melodyjność i emocjonalność jego kompozycji. Utwory są nastrojowe, pełne subtelnych napięć i wyciszeń, które prowadzą słuchacza przez różnorodne pejzaże dźwiękowe. Artysta nie tylko gra – on opowiada. Każdy utwór uzupełniany jest historią inspirowaną miejscami, które odcisnęły ślad w jego wrażliwości. Niemal każdy utwór ilustrowany jest filmikiem – znakomicie zsynchronizowanym z wykonywanym właśnie na scenie utworem. Filmiki powstawały w najróżniejszych miejscach naszego globu. Okazało się bowiem, że Sviatoslav Kondrativ, zanim uszedł przed wojna z Ukrainy, był prawdziwym globtroterem.
– To było tak – opowiada Maestro – napiszę kompozycję, a potem szukam miejscowości, żeby nagrać odpowiedni jakiś klimat. Czasem odwrotnie – zobaczę jakąś przepiękną miejscowość, jakąś miejsce i wtedy już mam pomysł, jaka to ma być kompozycja. Oto kompozycja – Wyspa. Filmik do niej został nagrany na prawdziwej wyspie, moim zdaniem jednej z najpiękniejszych wysp kanaryjskich na Tenerife. Kolejna kompozycja nazywa się Vizira i to nazwa plaży w Moroko, czyli w Afryce. Wylądowaliśmy tam i według podpowiedzi internetu ruszyliśmy z lotniska nad ocean autobusem. W pewnej chwili postanowiliśmy wysiąść, bo internetowy doradca uznał, że jesteśmy na miejscu. Tymczasem kierowca radził, byśmy jechali dalej, bo tu głusza, kraj niezbyt bezpieczny, do cywilizacji daleko. Uparłem się, więc wysiedliśmy i… zostaliśmy, tak jak Pan powiedział, tylko my i gwiazdy. Żadnej cywilizacji. No i tam gdzieś daleko szum oceanu. Nad oceanem nie było hotelu, ale na szczęście wypatrzyliśmy niewielki domek, w którym gospodarz dał się ubłagać i ugościć nas.
Poszliśmy robić film nad samym oceanem, ja grałem, koledzy filmowali. Na szczęście jeden potrafił oprócz tego patrzeć wokół siebie i dzięki temu w ostatniej chwili uciekliśmy przed utonięciem, bo żaden z nas nie miał pojęcia, czym jest oceaniczny przypływ.
Popłynęły między dźwiękami skrzypiec i towarzyszących skrzypkowi instrumentalistów opowieści o kolejnych cudownych miejscach, a każde z nich przygotowywało jakąś niespodziankę – a to deszcz w zwykle słonecznej Barcelonie, cudowne słońce w Islandii, gdzie pojechali nagrywać kompozycję o mglistej, zimnej Islandii, a to kolejkę turystów na norweski Jęzor Trolla, którą postanowili ominąć nocując u jego podnóża – więc, oczywiście ulewa, wzmocniona strumieniami stopniałego śniegu spływającego z gór o mało nie zatopiła ekipy.
Wszystkie przeszkody udało się jednak pokonać – przy udziale publiczności, która włączyła się ochoczo do wspólnego muzykowania. Melodia o brazylijskiej Copacabana Beach wykonana na głos Sviatoslava, który nie tylko płynnie i swobodnie mówił po polski, lecz perfekcyjnie śpiewał po „brazylijsku” (a może to był portugalski – nie wyjaśnił) i harmonijny chór publiczności, która błyskawicznie podjęła melodię i bez prób wykonała na profesjonalnym poziomie akompaniament. Ogromnym atutem koncertu jest właśnie bezpośredni kontakt z publicznością. Muzyk z łatwością buduje relację, dzieląc się refleksjami o swojej twórczości i emocjach towarzyszących jej powstawaniu. Te krótkie opowieści wprowadzają słuchaczy głębiej w świat jego muzyki, nadając jej jeszcze bardziej osobisty wymiar.
Muzyk tak się rozochocił, że zaprosił do tańca – zszedł ze sceny i ciągle grając, wprowadził na scenę tercet pań tańczących tak zgodnie, rytmicznie i zawodowo, jakby były wcześniej przygotowane. Jedynie ich niechęć do opuszczenia podwyższenia, sugerowało, że jednak to nie był przygotowany układ.
Na scenie towarzyszyli mu równie utalentowani artyści. Gitarzysta Dawid Biszewski działający na co dzień w Wielkiej Brytanii, wniósł do brzmienia koncertu wyrazistość i doświadczenie, a jego partie doskonale uzupełniały skrzypcowe melodie. Z kolei Anna Siroshtan, angielska pianistka, tworzyła subtelne, harmoniczne tło na keyboardzie, które spajało całość i dodawało kompozycjom przestrzeni.
Sviatoslav Kondrativ mieszka w Polsce od początku wojny. Tu zaczynał praktycznie od zera. Aby zarobić na życie pracował jako trójmiejski taksówkarz. Ma nadzieję, że tu w Polsce odnajdzie tymczasowy dom, a gdy skończy się wojna, będzie mógł spełniać swoje muzyczne marzenia i kontynuować wojaże po świecie. Być może wróci do Jaworzna (choć nie zachwycił go pomysł widowni, by następny filmik nagrać na naszych („Maledivavh”) – publiczność opuszczała MDK zachwycona!

 

 

Post Author: MDK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.