Do syna przybywa ojciec. Mocno dojrzały, bardzo wymagający, z dwiema pełnymi nie wiadomo czego walizami. Syn wita go powściągliwie, lecz nawet przez chwile nie dopuszcza możliwości, że ojciec zamieszka (a taki ma zamiar) w hotelu.
Tak zaczyna się koncertowy duet dwóch aktorów – Daniela Olbrychskiego i Tomasza Karolaka.
Żadnego z nich nie ma potrzeby przedstawiać.
Od pierwszej chwili budują kunsztowne studium napięcia. Nie jest to napięcie budowane wyłącznie przez tekst, lecz przez samą obecność aktorów: ich sposób mówienia, milczenia, zajmowania przestrzeni i reagowania na siebie. To pojedynek, który formalnie przypomina walkę o dominację, lecz w rzeczywistości jest dramatem dwóch lęków i dwóch niespełnionych potrzeb miłości.
„Nie możesz sprawić, by ptaki lęku i troski przestały latać nad Twoją głową. Możesz jednak nie pozwolić na to, by budowały sobie na Twojej głowie gniazda.” – twierdzi ojciec współczesnej psychologii, Albert Bandura.
Obaj boją się siebie nawzajem. Ojciec, przekonany, że syn ma do niego pretensje, że zamiast opiekować się nim, robił oszałamiającą karierę aktorską – i ma rację.
Syn uważa, że zasłużył na ojcowską pogardę, bo aktualnie zwolniony został z pracy programisty, w której się znakomicie odnajdywał, odeszła od niego ukochana żona z dziećmi – więc ma sporo powodów.
Jednak Apostoł Paweł pisze w 2. Liście do Tymoteusza 1,7: „Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości”. Powściągliwości tymczasem obu panom brakuje. Obaj są cholerykami przekonanymi o swojej wyjątkowości.
Aktor buduje swoją postać przede wszystkim poprzez kontrolę. Jego warsztat – doskonała dykcja, rytmiczne prowadzenie frazy, precyzyjna artykulacja – nadaje jego wypowiedziom niemal muzyczny charakter. Każde zdanie jest wyważone, każde słowo osadzone w rytmie, jakby aktor rzeczywiście „tańczył” tekst. Nie jest to jednak popis techniki dla samej techniki. W tej perfekcji kryje się coś znacznie ważniejszego: mechanizm obronny bohatera. Postać Ojca broni się formą. Kiedy mówi długo i pięknie, utrzymuje dystans emocjonalny. Perfekcyjna dykcja działa jak zbroja. Dopiero w momentach, gdy Syn zaczyna podważać jego autorytet, pojawiają się mikropęknięcia w tej konstrukcji: minimalne przyspieszenie tempa mowy, drobne zawahanie przed trudnym słowem, krótkie przerwy oddechowe. To właśnie w tych momentach aktor pokazuje, że pod maską wielkiego artysty kryje się człowiek przestraszony oskarżeniem, którego nigdy nie chciał usłyszeć: że był złym ojcem. Który „boi się samotności, bo stawia nas twarzą w twarz ze sobą” .(Wojciech Eichelberger)
Karolak buduje swoją rolę zupełnie innym językiem scenicznym. Tam, gdzie ojciec jest rytmem i kontrolą, syn jest niepokojem i impulsem. Jego ciało jest bardziej nerwowe: zmienia pozycję, chodzi, zatrzymuje się nagle, jakby szukał miejsca dla siebie na scenie, ale nie potrafił go znaleźć. To niezwykle trafny gest interpretacyjny – bohater nie ma stabilnej tożsamości, bo przez całe życie pozostawał w cieniu ojca. Jego sposób mówienia jest bardziej poszarpany: zdania urywają się, pojawiają się gwałtowne zmiany tonacji, emocja czasem wyprzedza słowa.
Ojciec – aktor umie panować nad sobą i nad słowem, syn – posiłkuje się wulgaryzmami.
Jednak nie gra jedynie gniewu. W jego interpretacji bunt jest stale hamowany przez wstyd. Syn wcale nie chce naprawdę zniszczyć ojca – on chce zostać przez niego uznany.
Szczególnie mocno wybrzmiewają sceny, w których pojawia się temat jego życia prywatnego. Informacja o odejściu żony i dzieciach nie jest wypowiadana jak dramatyczne wyznanie. Aktor wybiera inną drogę: mówi o tym półgłosem, niemal mimochodem. „Gdzie twój strach, tam twoje zadanie„. CG Jung
Wspaniałe są frazy o tolerancji. Okazuje się bowiem, że panowie nie tylko mają problemy egzystencjalne, są jeszcze Żydami. Tatko, jest z tego dumny, niczym polski nacjonalista. Syn swoje pochodzenie ma zdecydowanie gdzieś. Nie przekonuje go ojcowska teza o starożytności, wręcz unikatowości genealogii Żydów. Jego filipika, w której przytacza podobieństwo ludzkiego embrionu przypominającego (w 5 tygodniu życia) kijankę lub rybę i wręcz zachłystuje się śmiechem, obrazując ojcu żyda rybę, murzyna rybę czy rybę polaka. Absurd likwiduje z kretesem nacjonalistyczne fobie Ojca.
Najciekawsze momenty spektaklu pojawiają się wtedy, gdy dochodzi do niemal fizycznego zbliżenia aktorów – gdy stoją bardzo blisko siebie, a jednak żaden nie potrafi przekroczyć tej granicy i dotknąć drugiego. To teatralny obraz relacji ojciec–syn: bliskość, która nigdy nie została naprawdę przeżyta.
Choć bohaterowie wydają się przeciwieństwami, ich emocjonalna struktura jest zaskakująco podobna.
Ojciec boi się oskarżenia: że był nieobecny, że kariera była ważniejsza od rodziny.
Syn boi się porównania: że nigdy nie dorówna Ojcu, że jego życie jest pasmem porażek.
„Każdy jest więźniem własnej przeszłości i własnego strachu”. (Dziewczynka w czerwonym płaszczyku – Roma Ligocka)
Po nocy spędzonej w areszcie (dość komicznym, bo z „oknem na wolność” – choć zakratowane, można je bez problemu otworzyć, nawet syn ucieka – niepotrzebnie, więc Ojciec go przywołuje z powrotem, bo właśnie z głośnika pada informacja o decyzji zwolnienia obu panów) – wracają pogodzeni do domu Syna. Zarówno dla Borysa, jak i dla Henryka spotkanie jest rodzajem oczyszczenia, powrotem do samego siebie.
i oto następuje zapowiedziany w tytule „Niespodziewany powrót”. W mieszkaniu jest jasno, a powinien panować mrok. Światło, które nagle zapala się w mieszkaniu Syna, daje nadzieję na zmianę. Więc wróciła!
Owacje wielominutowe na stojąco! Absolutnie zasłużone.
Serge Kribus Niespodziewany powrót
Borys Silberman – Daniel Olbrychski
Henryk Silberman – Tomasz Karolak a
Przekład: Bożena Puchalska

